|
O korespondencyjnym gadulstwie.
Cisza, jaką większość graczy korespondencyjnych zachowuje w czasie gry to z pewnością atawizm po grze bezpośredniej.
Bynajmniej nie powód do dumy.
Rozmawiajmy, zagadujmy, burzmy pełną skupienia ciszę. Dajmy okazję partnerowi, by napisał nam o swoich szachowych sukcesach i porażkach,
o ulubionym menu, o wycieczce z rodziną. Może trzeba go tylko troszkę ośmielić, napisać kilka słów. Sami porzućmy maskę mruka i nieprzystępnego
milczka.
Gramy korespondencyjnie przecież nie po to, by zaspokoić swe krwiożercze żądze i wdusić naszego partnera w ziemię, ale by doznać
pozytywnych emocji twórczych, rozwiązać intelektualną zagadkę, jaką stawia przed nami partia szachów.
Szachownica zaś to nie plac boju za wszelką cenę, a miejsce spotkania różnych ludzi, którzy zdecydowali się ze sobą w ten sposób
zawrzeć znajomość. Nie zatrzymujmy się wpół kroku.
Nawiązujmy znajomości. I niech one trwają dłużej niż jedna partia.
Tym razem gadulstwo jest cechą wysoce pożądaną.
|
|