|
Partia z Edytą.
(...) Nie podnosiła oczu, gdy ustawiałem szachownicę i troskliwie, by zyskać na czasie, porządkowałem pionki. Zazwyczaj według starego prawidła szachistów rozstrzygaliśmy o pierwszeństwie ataku i obrony, chowając za plecami w zaciśniętej pięści biały i czarny pionek. Lecz tego rodzaju wybór miałby już dziś swoja wymowę, wymagałby słowa "prawa" albo "lewa", a ponieważ nawet tego unikaliśmy zgodnie oboje, rozstawiałem figurki w milczeniu. Aby tylko nie mówić! Skupić wszystko na kwadracie sześćdziesięciu czterech pól!
Wpatrywać się w pionki i nie spojrzeć na cudze palce, które je przesuwają!
Graliśmy w ten sposób pozornie zatopieni w sytuacjach, co bywa właściwe jedynie zagorzałym mistrzom, zapominającym o wszystkim dookoła i koncentrującym całą uwagę wyłącznie na rozgrywce.
Ale wkrótce sama gra zdradziła nieszczerość naszego postępowania. Po trzeciej partii siły Edyty wyczerpały się widocznie, bo robiła błędne posunięcia, a po drżeniu jej palców można było zrozumieć, że nie zniesie dłużej tego sztucznego milczenia.
Nagle w środku partii odsunęła szachownicę...
S. Zweig, "Niecierpliwość serca", fragm..
|
|